.:KSIĘGA:.




 


Zasady
1. Adminki zawsze mają rację.

2. Nie zaglądać do HTMLa.

3. Nie edytować notek.

4. Nie kasować notek.

5. Nie kierować innymi graczami (chyba, że za ich pozwoleniem)

6. Nie zabijać się nawzajem (chyba, że chce się odejść z gry)

7. Po odejścu któregoś z graczy zmieniamy hasło

. 8. Nie podawać osobom postronnym hasła.

9. Na początku każdej notki umieszczamy swój avatar.

10. Należy napisać co najmniej jedną notkę na dwa tygodnie (jeśli gracz nie może napisać notki, niech poinformuję którąś z adminek)

11. Notki piszemy stylem książkowym.

12. Uwagi od autora odnośnie tekstu wpisujemy w nawiasie kwadratowym.

13. Jeśli adminka nie ma racji patrz punkt pierwszy.

Ja wiem, że tego szajstwa i tak nikt ne przestrzega, ale to tylko żeby zachować pozory jakiegoś ładu XD

Dołącz do nas
Żeby przyłączyć się do gry, należy wysłać maila na adres shinayne@interia.pl lub zgłosić się pod numer gg 3442814. W zgłoszeniu trzeba podać:

- Swój pseudonim

- Adres e-mail

- Numer gadu-gadu

- Adres strony lub bloga, o ile takowy posiadasz

- Zezwolenie na zamieszczenie Twoich danych (e-mail, gadu-gadu, adres strony/bloga). Jeśli nie napiszesz zezwolenia, uznam to za jego brak i nie zamieszczę danych.
- Imię postaci

- Nazwisko

- Pseudonim

- Wiek

- Rasę

- Profesję

- Broń

- Rodzaj magii jaką posługuje się Twoja postać

- Wzrost

- Wagę

- Znaki szczególne

- Wygląd

- Ubiór

- Charakter

- Historię

- Magiczne artefakty jakie posiada postać (ich właściwości nie są wymagane, ale miło widziane)

- Wady i odchyłki

- Avatar

Legenda
Na początku było Nic. A potem Nic zmieniło się w Coś. I było Coś. Z Czegoś wyłonił się Pierwszy. I zaczął stwarzać, żeby Wszystko mogło zaistnieć. W końcu stworzył Wszystko, ale było ono niepełne. Więc stworzył Światłość. Jednak nieuzupełniła ona tej pustki. Światłość stworzyła Ciemność. I istniały dwie Siostry nierozłączne, który nigdy nieodstępowały siebie na krok. I powstał Dzień i Noc, co stworzone zostały przez Siostry. Tworzyły one wciąż więcej i więcej. Aż w końcu Światłość stworzyła Życie. I Ciemność stworzyła Śmierć. Zarówno Śmierć, jak i Życie uzupełniały się, jednak Siostrom się to niepodobało. Rozpętała się kłótnia. Kłótnia przerodziła się w Wojnę. I w końcu Pierwszy odezwał się "Zaprzestańcie tej kłótni, albowiem jest ona bezcelowa". Światłość i Ciemność Wojnę zakończyły. Lecz wciąż było im mało. Wciąż się kłóciły. Więc Pierwszy rozdzielił je i uwięził, a równowaga została wprowadzona. Lecz teraz, po milionach lat Siostry uwolniły się ze swojego więzienia. Znów rozpętały Wojnę. A Pierwszy nie jest już Pierwszym, gdyż stał się Ostatnim. I sił nie ma, by Wojnę powstrzymać. A Światłość z Ciemnością wciąż walczą. I Wszystko zostanie przez nie zniszczone. Nie rozumiesz? Nie musisz...
Wprowadzenie
Wielka Wojna rozpoczęła się. Ludzie jeszcze o niej nie wiedzą, gdyż rozgrywa się ona w niebiosach. Zauważają tylko drobne znaki, ale nie wiedzą, że to zapowiedź Wojny. Twierdzą, że to gniew bogów... Jednak te zdażenia stają się coraz bardziej niepokojące. Dzień trwa kilkanaście minut, żeby po chwili przemienić się w noc. W środku nocy wschodzi słońce. Na ziemię spadają ogniste deszcze, niszcząc miasta i lasy, zabijając ludzi i zwierząta. Trzeba się śpieszyć, już wkrótce może być za późno, żeby zakończyć Wojnę... Jednak cóż można zrobić, skoro jedyną osobą mającą wystarczająco dużo sił, żeby powstrzymać Siostry, jest Pierwszy. A Pierwszy stracił swoją moc. Jest słabszy od najnędzniejszego człowieka... Ale jest sposób, żeby odzyskał swą moc. Wystarzy tylko zdobyć Kamień Istnienia i zanieść go do ostatniej Świątyni Pierwszego. Problem w tym, że nikt nie wie, gdzie znajduje się Kamień. A jedyną osobą, która wie, gdzie można znaleźć Świątynię jest stary kapłan, który nagle umarł na dziwną chorobę i nie pozostawił po sobie żadnych zapisków, dzięki którym można by znaleźć Świątynię...
Adminki

Tuśka
|www| @


Shina
| www| @
Gracze
Nyan
Gracz: Angaste/@/3152802


Imię: Nyan

Nazwisko: Loomi

Pseudonim: Nya, Liy

Rasa: Elf

Wiek: 117 lat

Wzrost: 170 cm

Waga: 50 kg

Płeć: Kobieta

Historia: Wychowała się ze starszą siostrą. Rodzice i młodsze rodzeństwo zginęło w pożarze wioski, w której niegdyś mieszkała. Gdy Nyan ukończyła 7 lat, Mea - siostra elfki, pokochała pewnego wędrowca i odeszła, zostawiając siostrę samą. Po roku samotnej włóczęgi, Nyan została kapłanką drowiej Bogini Eilistraee. Do dziś Nyan nie wie, czemu kapłanki przyjęły ją pod swój dach, opiekowały się nią, zapoznały z magią i nauczyły władać wszelką bronią.

Wygląd: Ma długie niebieskie włosy sięgające do pasa i jasną błękitną cerę. Oczy ma zaś złote i głębokie. Złote szramy na ciele, są wynikiem magii. Ubiór: Ubiera się w jasne, pastelowe kolory. Uwielbia zestawienie bieli z jej niebieską cerą. Najczęściej nosi zwiewne sukienki i do tego długie białe buciki. Włosy zazwyczaj opadają na ramiona, bądź są spinane w dwa warkocze.

Charakter: Nyan jest przyjazną i miłą elfką. Kocha tańczyć i śpiewać, toteż często pląsa, jakby w tańcu. Kocha zwierzęta, gdyż wie, że one nigdy jej nie okłamią. Uwielbia kolor niebieski, jest do niego bardzo przywiązana ^^ Jej ulubionymi żywiołami jest ziemia i woda. Jest bardzo oddana, troskliwa. Wciąż marzy o życiu w zapomnieniu. Chciałaby nie pamiętać tego co zdarzyło się w dzieciństwie, nauczyć się znów kochać.

Znak: Tygrys

Znaki szczególne: Złote szramy na policzkach, szyi i brzuchu.

Profesja: Kapłanka Eilistraee

Magia: Żywioł ziemia, zna troszkę białej magii, i parę "wodnych" sztuczek XD

Broń: Zdobiony szafirami sztylet.

Magiczne artefakty: Srebrny medalion ying-yang, z wyrytym napisem z tyłu. Tak naprawdę Nyan nie wie jeszcze nic o jego mocy, a moc ma dużą.

Wady i odchyłki: Panicznie boi się pająków.Lecz nigdy by żadnego niezabiła i niedałaby zabić w jej obacności. Jedyną rzeczą ktorej bardziej się boi jest ogień. Przyczyną bojaźni są sceny, które ukazują się kiedy pomyśli o rodzicach. Ogień, krzyk i strach - tylko tyle pamięta. Bardzo często chciałaby się zjawić w centrum uwagi, co sprawia, ze zachowuje się nie zawsze normalnie.

Kyle
Gracz: Derek/@/1117097

Imię: Kyle

Nazwisko: Spektrum

Pseudonim: SAM-WIESZ-KTO

Wiek:127

Rasa: Drow

Profesja: Assasin

Broń: Kuriki

Magia: Kyle potrafi stać się niewidzialnym gdy ma dobry nastrój do walki

Wzrost: 179cm

Waga: 87kg

Płeć: Mężczyzna

Znaki szczególne: szrama przeciągnięta przez oko Wygląd: Na pierwszy rzut oka zwyczaj drow skryty pod kapturem i maską lecz gdy Kyle zdejmie okrycie swej twarzy widać że ma on co dziwne jak na drowa czerwone włosy splecione w dziwny sposób i czarno-czerwone białe oczy Ubiór: Kyle jest odziany w czarny płaszcz z kapturem oraz maskę. jego koszula jest brązowa i nadziewana błyskotkami. Spodnie i buty mają kolor kasztanu.

Charakter: Ten drow, który jest zazwyczaj zamknięty w sobie i nikomu nie ufa, gdy wypije choć jeden kielich wina staje się miłym i skorym do rozmowy mężczyzną

Historia: Kyle miał nieciekawe dzieciństwo więc postanowił o nim zapomnieć. Wiadomo że został wysłany na powierzchnię przez mistrza swej gildii w jakiejś ważnej sprawie.

Magiczne przedmioty: Buty cienia które pozwalają się skradać elfowi oraz sztylet który rzucony sam wraca

Artefakty: -

Sariya
Gracz: Shinayne/@/3442814

Imię: Sariya

Nazwisko: Kestal

Pseudonim: Sari

Wiek: 17 lat

Rasa: Człowiek

Profesja: Kapłanka Coyi

Rodzaj magii: Biała

Broń: Nie potrafi używać prawie żadnej broni, jednak zawsze nosi przy sobie sztylet ofiarny ze świątyni Coyi.

Wzrost: 120 cm

Waga: 22 kg

Znaki szczególne: Na lewym policzku ma bliznę w kształcie półksiężyca, zaś od niego, a dokładniej od jego dolnego rogu, ciągnie się linia, która kończy się dopiero na prawej dłoni.

Historia: Była wychowywana przez kapłanki w świątyni Coyi. Uczono ją podstaw białej magii, a w wieku ośmiu lat miała zacząć naukę walki bronią... W dniu jej siódmych urodzin przeszła inicjację kapłańską. Następnego dnia słudzy Streei napadli na świątynię. Zabili wszystkich, wszystkie budynki obrócili w gruz... Sari cudem zdołała zbiec do lasu i, dzięki swoim niewielkim umiejętnościom magicznym, ukryła się przed wrogami.

Wygląd: Ma długie białe włosy sięgające jej niemalże do kolan. Jej oczy, niegdyś czysto błękitne, pod wpływem masakry, której były świadkiem, przybrały kolor pochmurnego nieba. Widać w nich wiele smutku i cierpienia, jednak nawet te uczucia nie zdołały zgasić iskierek radości. Kiedy jest szczęśliwa jej oczy stają się niebieskie, jak niebo po burzy, zaś kiedy się uśmiecha wewnętrzny blask rozświetla jej twarz. Jest niska i szczupła jak na swój wiek. Z racji swojego wychowania wogóle nie ma kondycji, szybko się męczy, a najprostsza rzecz (jak na przykład wdrapanie się ne drzewo) wymagająca odrobiny siły jest dla niej awykonalna.

Ubiór: Dotychczas nosiła długą do kolan, białą sukienkę z jakiegoś lekkiego i zwiewnego materiału. Jednak teraz jest w żałobie... Postanowiła, że będzie ubierać się tylko i wyłączne na czarno, co w świątyni było zakazane. Jej kostki i nadgarstki okalają srebrne obręcze. Na palcu nosi srebrny pierścionek z kamieniem.

Charakter: Z natury jest optymistką. Jednak mimo tego, jest dosyć poważna jak na swój wiek. Nigdy nie miała kontaktu z rówieśnikami (widywała inne dzieci, ale nie miała okazji z nimi nawet porozmawiać), zawsze przebywała tylko z dorosłymi, i przez to nie zachowuje się jak normalne siedmioletnie dziecko... Obiecała sobie, że musi się zemścić, że musi być silna... Ale zdarzają jej się chwile słabości. Zaszywa w jakimś ciemnym kącie, i przestaje kontaktować. Nie płacze, ani nic, po prostu gapi się w przestrzeń.

Uwielbia gapić się w niebo. Potrafiłaby całą noc siedzieć i patrzeć w gwiazdy... Jedyną rzeczą, którą kocha bardziej niż gwiazdy, są chmury. Nienawidzi wszelakich wojen i walk. Kiedy tylko ktoś wyciągnie broń, nie bacząc na własne życie, rzuca się żeby go powstrzymać. Boi się widoku krwi.

Wady i odchyłki: Cierpi na homofobię. Nie potrafi walczyć. Wie co prawda, którą stroną trzyma się sztylet, ale nie ma pojęcia jak się nim posługiwać. Jej znajomość magii jest mierna. Bardzo często zdarza się, że nie wychodzą jej najprostsze zaklęcia. Po części z powodu masakry, częściowo przez swoje wychowanie, ma kłopoty z porozumiewaniem się z ludźmi. Poprostu się ich boi.

Artefakty: Sztylet ofiarny ze świątyni Coyi. Może wysysać siły życiowe z ciała przeciwnika, nawet jeśli tylko go zadraśnie. Pierścień z "Okiem Coyi". Jest to oprawiony w srebro, biały kamień z zatopionym we wnętrzu małym pulsującym płomykiem.

Alus

Imię: Alus

Rasa: Żywiołak wody

Hitoria: Została wezwana przez Avego, który rozakazał jej, aby chroniła i usługiwała Nyan

Wygląd: Długie niebieskie włosy, niebieskie oczy, lekko niebieskawa skóra. Wysoka i smukła. Ubiór: Ubiera się, jak można przewidzieć, na niebiesko.

(dalszy ciąg opisu i inne szajstwa - po wakacjach x3)

Ssins

Imię: Ssins

Nazwisko: D’aerth

Pseudonim: Shebali

Wiek: 69 lat (dziecko jeszcze...)

Rasa: Alu-demon

Profesja: Zawodowa prostytutka

Broń: Pejczyk

Rodzaj magii: Migające światełka, wybuchające kule.. różny taki badziew

Znaki szczególne: Wyjątkowe spaczenie charakteru

Wygląd: Krótkie czarne włosy, blada cera

Ubiór: Wszystko, byleby krótkie i obcisłe. Taka praca...

Charakter: Ogólnie dość dziwna jest. Cierpi na sporą ilość różnych chorób umysłowych (schizofrenia, zaburzenia osobowości, depresja dwubiegunowa, hipochondria, nerwica, napady paniki, adhd, kleptomania...). Dość często zdarza jej się zaglądać na dno kieliszka.. a raczej butelki denaturatu. Co prawda nie podoba jej się kolor rzeczonego płynu, ale w końcu mamy wybielacze... Oprócz uprawiania prostytucji trudni się również złodziejstwem. Okrada jednak wyłącznie swoich klientów. Chyba, że jej kleptomańskie skłonności zadecydują inaczej...

Historia: W dzieciństwie mocno uderzyła się w główkę, co zaowocowało trwałym uszkodzeniem mózgu. Uznano ją za niezdatną do życia w społeczeństwie i wywalono na powierzchnię. Postanowiła zostać prostytutką

Artefakty: Talizmanik antyciążowy, chroniący również przed chorobami wenerycznymi, magiczna torba, w której zawsze można znaleźć butelki denaturatu, wybielacz oraz niezawodne tabletki na kaca - 3KC

Wady i odchyłki: patrz - charakter

Revenge
Gracz: Ścierwo/@/www/2855853

Imię: Revenge

Nazwisko: Zamiel

Pseudonim: Rev, Crazy Pacifist, Kuo-Toa Kid

Rasa: półelf (Aen Aavelye), półczłowiek

Profesja: Sadystyczny morderca który po rąbnięciu w łeb został pacyfistą

Wiek: 120 lat

Broń: Tasak, łuk, sejmitar i shurikeny

Rodzaj magii: Telekineza, czarna magia

Wzrost: 178 cm

Waga: 60 kg

Wygląd: Szczupła, długie czarne włosy, żółte oczy. Troszkę wydłużone uszy, nieco spiczaste

Ubiór: Czarne, duże glany, długa czarna szata troche itachowata ale z milusim kapturkiem, czarne gacie, w razie jakby szata sie podwijała

Znaki szczególne: Żółte oczy. I pieprzyk na dupie

Charakter: Przedtem - sadystyczny, zimny, bezlitosny, okrutny morderca. Po rąbnięciu w łeb - trochę porąbana pacyfistka, czasem ma nawroty poprzedniego charakteru.

Historia: Pamięta tylko, że ktoś ją rąbnął w łeb. Po tym rąbnięciu straciła pamięć i zachorowała na autyzm, z którego sympatyczne (choć mające zapach trampek po długim spacerze) Kuo-Toa wyleczyły ją błotem. Nie ma rodziny. Po rąbnięciu w łeb jej ulubionym zajęciem jest bieganie po lesie śpiewając z ptaszkami i zagadując do sarenek.

Artefakty: Medalion z żółwiem który leczy jej rany.

Halandar

Imię: Halandar

Nazwisko: Ssussun

Wiek: 374 lata

Rasa: Półsmok

Historia: Kapłan Pelora... Nikt nie zna jego pochodzenia, a swoje skrzydła ukrywa pod niebiesko-białą peleryną. Zna Faelara od urodzenia półelfa i przez pewien czas prowadził jego nauki. Potem odszedł w poszukiwaniu przygód. (Tak mówił. Prawdą jest "W poszukiwaniu miłości")

Faelar

Imię: Faelar

Nazwisko: Amalith

Wiek: 128 lat

Włosy: złotoblond

Oczy: zielone

Rasa: półelf - słoneczny elf/człowiek

Klasa: Wojownik/mag

Klasa prestiżowa: Pieśniarz klingi

Historia rasy: Elfy słoneczne, zwane również złotymi, spotyka się rzadziej niż księżycowe, ponieważ większość żyje na Evermeet - wyspie, na której nie-elfy nie ma prawa postawić stopy. Mają brązową skórę, włosy złotoblond, miedziane lub czarne, oczy zaś zielone bądź złote. Uważa się je za najbardziej cywilizowane i wyniosłe ze wszystkich elfów, wolą bowiem pozostawać w izolacji od ludzkości oraz innych nie-elfich ras.

Historia postaci: Faelar urodził się w mieście Menteos, na północ od świątyni Pelora, znajdującej się w Dolinie Zagubionych Dusz. Jego ojcem był dzielny wojownik Azuil Obusieczny (przydomek ten otrzymał dlatego, że walczył dwoma obusiecznymi mieczami). Zginął w bitwie, której celem było zniszczenie Świątyni Pierwotnego Zła. Matką Faelara była słoneczna elfka, kapłanka Pelora wygnana z Evermeet. Każdy w Menteos znał jego i jego zdolności. Dorastał wśród licznych arcymagów i wojowników. Gdy dorósł, udało mu się połączyć cechy wszystkich tych klas w fantastyczny sposób. Otóż walczy mieczem kierowanym przez magię. Z okazji setnych urodzin został obdarowany przez swoich przyjaciół naszyjnikiem z błękitno-szarym klejnotem. Któregoś wieczora zastanawiał się, co spotka go w przyszłości, gdy nagle klejnot rozświetlił jego sypialnię. Po chwili zrozumiał, że jest to klejnot objawień. W wieku 128 lat Faelar wyruszył do lasu na łowy. W pewnym momencie zza drzewa wyszła Zakapturzona postać w czarnej szacie. Powiedziała mu, że powinien jak najszybciej wyruszyć na południowy zachód do miasta Barter. W niej znajdzie gospodę, w której wszystko zostanie dokładnie objaśnione. Po powrocie do miasta zebrał swój bagaż, pożegnał się z przyjaciółmi i wyruszył w podróż jego życia.

Wady: Pisze własne czary, które często działają w zaskakujący dla innych sposób.

Ekwipunek: magiczny miecz "Zaklętych dusz" (wzywa raz dziennie dusze, która pomaga mu w walce(ma własną duszę XD), figurka hipogryfa.

Neldor/Balakor
Pseudonim: Pan Papadoczi

gg: 8923004

Imię: Neldor/Balakor

Wiek: 134 lat

waga: 57 kg

Rasa: moroczny elf

Profesja: nekromanta

Rodzaj magii: nekromancja, magia smierci

Broń: kiuriki i sztylety do rzucania

Wzrost: 178 cm

Znaki szczególne: Neldor ma jedno oko czerwone zaś drugie jasno zielone

Wygląd: na pierwszy rzut oka przeciętny elf odziany w czarny płaszcz z kapturem, z pod którego widać jedynie śnieżnobiałe włosy drowa, ma ciemno czarną skórę.

Ubiór: czarny płaszcz z kapturem, brązowe skórzane buty, czarne spodnie i brązowo czarna koszula. Biała bielizna :P.

Historia: Neldor urodził się w jednym z wielkich miast mrocznych elfów, dorastał w dobrej rodzinie, jego rodzice zginęli w walce o prawa do władzy nad miastem, sam zaś postanowił studiować magie, dowiedział się o potędze nekromacji z księgi „martwi i potężni”. Odtej pory postanowił zgłębiać tajniki magii śmierci. Gdy Neldor stał się doświadczonym czarodziejem postanowił wyjść na powierzchnie, wędrował wiele lat, walczył z niebezpieczeństwami ale w końcu udało mu się wydostać z tuneli podmroku. Był zdziwiony wytworami świata ponad, w celach badawczych zagłębił się w puszczę, oglądając roślinność nie zauważył że otoczyła go wataha wilków, nie przyzwyczajony do światła na powierzchni nie mógł się bronić. Wilki pogryzły go dotkliwie uratował go wielki pająk miecznik, przyszły chowaniec drowa. Następnym razem gdy Neldor zobaczył wilka poćwiartował go na kawałki sztyletem w ataku złości. Osiedlił się gdzieś w pobliżu.

Charakter: ten rozważny i sprytny drow staje się brutalną maszyną do zabijania gdy widzi wilka, prócz tego jest dobrze wychowany i neutralnie nastawiony do innych istot żywych.

Magiczna broń: szata chroniąca go przed lekkimi potłuczeniami, kiuriki mające służyć do cichych morderstw, lecz po incydencie z wilkami Neldor zmienił jej właściwości, teraz broń sama rwie się do zabijania wilków, prócz tego nosząc ją właściciel czuje zbliżające się niebezpieczeństwo, naszyjnik licha zwiększa jego zdolności magii śmierci.

Wady i odchyłki: Neldor wpada w szał gdy widzi wilka, nie lubi przegrywać.

Rikimaru/Sinrael

Imię: Chikara

Nazwisko: nieznane

Pseudonim: Rikimaru/Sinrael

Wiek: 26 lat

Rasa: Człowiek

Profesja: Ninja

Rodzaj magii: Ninjutsu

Broń: Katana Izayoi, Murasama, kunaie, shurikeny

Wzrost: 180 cm

Waga: nieznana

Znaki szczególne: Blizna przebiegająca przez oko

Wygląd: Patrz - avatar

Ubiór: Patrz - avatar

Historia: Wiele lat temu Shiunsai otrzymał rozkaz zabicia pewnego samuraja. Razem z grupką innych ninja przetrząsnęli jego posiadłość i go zabili. Kiedy już mieli odchodzić zostali odkryci przez żonę zabitego i kilku służących. Ninja szybo rozprawili się z wrogami i kiedy już mieli uciszyć dziecko płaczące w rękach zamordowanej matki, Shiunsai powstrzymał ich przed zabiciem małego dzieciątka. Mistrz Azuma zabrał chłopca do siebie i przygarną jako własne dziecko zrodzone z jego krwi. Shiunsai wychowywał już Tatsumaru na ninja i postanowił, że jego nowy syn podąży tą samą drogą. Kiedy chłopiec dorósł okazało się, że jest raczej słabym dzieckiem. Shiunsai postanowił nadać mu imię Chikara, co oznacza siła. Niewiadomo czy właśnie to imię spowodowało rozwój jego siły, czy też może codzienne treningi z Tatsumaru. W każdym razie Chikara wyrósł na najsilniejszego chłopca w wiosce. Stał się także wspaniałym szermierzem. Jego wadą było to, że uczył się wolniej od innych studentów. Jednakże w końcu Chikara stał się pełnoprawnym ninja i otrzymał imię Rikimaru. Dorastając w małej wiosce Rikimaru nie wiele wiedział o świecie. Całą swoją energię poświęcał na uczenie się nowych technik i rozwój już poznanych. Jedyną jego słabością stało się to, że był przekonany, że jest w stanie pokonać każdego przeciwnika. To przekonanie dostarczyło mu wielu przykrych doświadczeń, które jednak przyczyniły się do jego psychicznego i mentalnego rozwoju. Blizna na jego lewym oku zawsze będzie mu przypominać o chwili słabości, zwątpienia i niewystarczającego skupienia. Kiedy jego starszy brat, Tatsumaru zdradził Klan i zabił mistrza Shiunsai Rikimaru, wyzwał go na pojedynek. Zdrajca Azuma Ninja Klan przegrał walkę, jednakże wykorzystał chwilę nie uwagi swojego oponenta, zastanawiającego się czy go zabić czy nie, aby ranić go w oko. Po śmierci Azumy Shiunsai i zdradzie Tatsumaru, Rikimau stał się liderem klanu Azuma Ninja (Azuma Shinobi Ryu sect) w wieku 18 lat. Jego klan jest bardzo mały, bo należą do niego tylko on i Ayame. Kiedyś Tatsumaru był wzorem dla Rikimaru, jednakże teraz Rikimaru przewyższył go zarówno fizycznie jak i psychicznie. Mając 25 lat Rikimaru wyrusza na spotkanie i zgładzenie demonicznego, szerzącego terror Lorda Mei-Oh. Podczas bitwy z Lordem Mei-Oh, zawala się jaskinia, w której odbywa się walka. Kiedy lord Mei-Oh znikał w portalu, ratując się przed śmiercią, Rikimaru także się w nim znalazł, na zawsze wiążąc swoje życie z Lordem Mei-Oh. Dzięki wprowadzeniu się w specjalny sen ninja, powrócił jako swój tzw. cień, czyli zmaterializowanej formie własnej duszy. Rok póżniej Rikimaru przyłączył się do potężnego koziołaka Morgula który obdarował go wielką mocą i mieczem Murasama. p> Charakter: Wychowywany na ninja stał się idealnym Wojownikiem nocy. Jego stanowczość, cierpliwość i odwaga udowodniły, że jest godny potężnego miecza Izayoi, mistrza Shiunsai, przekazywanego z pokolenia na pokolenie liderom klanu Azuma Ninja. Przerażająco skupiony i wyciszony. Jego świadomość przeznaczenia i poczucie opanowania dają mu siłę by podjąć się misji, które większość porównałaby z samobójstwem. Jest bezgraniczne posłuszny swemu panu Lordzie Gohda i bez cienia zwątpienia wykona dla niego każdą misję. Rikimaru jest bardzo skupiony na tym, co robi i zawsze okazuje respekt swoim wrogom.

Postacie niezeleżne
Ty

Wielce Tajemnicza Osoba, która nachodzi was nagle i opowiada wam całą historię. Później pojawia się i znika w najmniej oczekiwanych momentach. Każe mówić do ciebie per "Ty". Prawdziwe imię - nieznane. Ogólnie jest dość stereotypową Wielce Tajemniczą Osobą.
Morgul
Pseudonim: Kozi Oddech

Imię: Morgul

Wiek: 85 lat

waga: 91 kg

Rasa: Koziołak

Profesja: Wojownik magii i śpiewu

Rodzaj magii: Bestii i cienia

Broń: Sierp, młot i topór

Wzrost: 195 cm

Wygląd: Morgul jest ogromny i bardzo dobrze zbudowany jak na koziołaka, można go łatwo pomylić z Minotaurem. Ma wielkie rogi zakrzywione do góry a jego twarzy nie widać spod długiej maski.

Charakter: Przywódca koziołaków jest surowy i zawsze stawia na swoim, gdy ktoś go zdradza bądź mu odmawia zabija go, chyba, że ma z tym trudności. Morgul jest nieokrzesany i agresywny mimo to, że posługuje się magią, posiada wielkie zdolności przywódcze i jest bardzo inteligentny.

Magiczna broń: ZŁOWROGI AKORDEON WŁADZY (mówi się, że jedyną rzecz, która przewyższa jego moc jest jego tajemniczość) ponadto Morgul posiada Róg niemocy, który chwilowo ogłupia przeciwników.

Wady i odchyłki:Morgul często się denerwuję i wpada w dziki szał

Ave

Nie wiadomo jakiej Ave jest rasy. Jedna z wybranek uważa, że zabiła go podczas nauki magii, jednak ten pojawia się co jakiś czas będąc pośrednikiem między umarłymi a żywymi. Jedną z możliwości Ave jest możliwość sprawienia się widzialnym tylko dla 1 lub 2 osób. Jednak jego aura jest tak wielka, że z łatwością ją potrafi wyczuć każdy śmiertelnik.
Archiwum

ARCHIWUM

2006
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
2005
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień

Muzyka

"Sadness And Sorrow"
Naruto Soundtrack

 

LINKI

Toplista RPG-blogów


blog.pl

Morgul spojrzał na Mroczny przesmyk pod dwiema górami niedaleko chatki rozbójników. Śnieżne zaspy rzucały cień na całą dolinę Koziego krola… jak nazwał owy usypany iglakami przesmyk morgul.
- Jesteś Gotów na tą chwile braciszku ? – Spytał sigmolimus patrząc na syna swego ojca.
- Chce się jeszcze napajać tą chwilą… - Po tych słowach koziołaka zapadła niezręczna chwila ciszy przerywana jedynie od czasu do czasu chrapowatym kaszlnięciem Ogela Sowie oko.
- Dobrze więc możemy zaczynać – powiedział po pięciu minutach Morgul. Wyjął z kieszeni zwój – Trzymaj – warknął na Ogela który momentalnie rozłożył przed nim pismo.
- Zaczynaj, nie mogę się już doczekać – powiedział Arcykapłan i podał swemu bratu sztylet Nyan. Morgul Nie zwlekając już dłużej chwycił kamień istnienia ukryty w orężu i rozpoczął inkantacje mającą na celu wezwanie świątyni ostatniego. Recytacja ciągnęła się i ciągnęła aż w końcu Morgul wypowiedział ostatnie słowo i wzniósł sztylet w powietrze. Najpierw nie było nic. Kaplan chciał już wrzeszczeć ze wściekłości ale wtedy nagle cos się stało, coś zawisło w powietrzu… potem ziemia się zatrzęsła spychając większość zasp śnieżnych z iglaków i gór, potem zapadł ciemność, całkowita ciemność.
- Co tu się dzieje!?- Krzyczał Zadziwiony morgul. Wtedy ciemność rozjaśnił jakby wybuch, potem wszystko wróciło do swych normalnych barw a przed nimi w miejscu wejścia do doliny koziego króla wyrósł ogromny słup światła. Koziołki stały tak i czekały z niecierpliwością kiedy ogromna manifestacja mocy się skończy. W końcu wysoki do samego nieba słup zniknął a przed nimi stanęła świątynia ostatniego a przed nią dwa ogromne filary naznaczone pradawnym pismem smoków.
- Wchodzimy panowie – powiedział usatswakcjonowany Koziołak i ruszył w stronę wejścia do jaskini. Czuł ogromną moc emanującą od tego miejsca. Gdy zbliżyli się do drzwi Morgul kiwnął palcem a nagle po obu stronach wrót jak na wezwanie pojawiła się para zwalistych Minotaurów. – nie przepuszczajcie nikogo – po tych słowach władca pchnął drzwi aby je otworzyć… ale bez skutku.
- Te drzwi są zamknięte… i dotego nie maja klamek, ostatni wyraźnie nie chce nas tam widzieć. – rzekł opanowanym jak zwykle głosem Sigmolimus.
- A co mnie obchodzi na jakiej fali nadaje jakiś głupi staruch!? – Kozi król wyjął spod płaszcza akordeon – to będzie krótka piosenka…- dodał i zaczął grać swoją zabójczą synfonię. Po jednym z tych kawałków w którym miejsce miała wyjątkowo niska tonacja, wielka moc wydobyła się z wnętrza instrumentu rozsadzając wydawało się niezniszczalne drzwi w świetle purpurowych promieni Morgula.
- To wchodzimy – powiedział ze złowrogim uśmieszkiem kiedy pył opadł a wnętrze świątyni ukazało się. Trójka koziołków weszła do środka, Malownicze malowidła malowane przez wybitnie uzdolnionych malarzy i rzeźby pradawnych wojowników i bogów nie robiły wrażenia na Borgulu, nawet dwie Ogromne fontanny ani słupy kolumn do okoła ołtarza były dla niego niczym. Wladca sunął jedynie po czerwonym dywanie w stronę tego którego nazywano ostatnim. Starzec stojący przy samym ołtarzu był jednakże odwrócony tyłem do zbliżających się koziołków.
- Czekałem na ciebie Borgulu kozi oddech – wysapało bustwo odwracając się w stronę przybyszy.
- miło cię widzieć starcze – uwagę morgula przykuła nie tylko śnieżno biała broda sięgająca do samej ziemi ale także niezwykle długa zaczeska.
- wiem poco przybyłeś ale nie mogę ci tego zaoferować – powiedział z dającą się wyczuć chrypką.
- Oh alez jestem pewien że możesz mi to powiedzieć – koziołak zdążył już dojść do samego ołtarza i zacisnąć swą potężną dłoń na szyi starca.
- I co zabijesz mnie… ? – wysyczało bóstwo – jak wtedy znajdziesz kryształ?
- On ma racje – przyznał Sigmolimus.
Wściekły morgul opuścił Ostatniego na ziemię, zdawał sobie sprawę że trochę to potrwa zanim zdoła wydusić z niego te informacje… i szczerze mówiąc wcale mu to się nie podobało…

...Dzięki Morgul puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (1)


Kiedy Rikimaru się obudził leżał związany łańcuchami i sznurami na szycie jakiejś góry. Przypomniał sobie co się stało przedtem i trochę zaniepokoiła go jego bieżąca sytuacja. Rozejrzał się wokół i pomyślał że ma tylko jedne wyjście. Delikatnie i powoli zaczął podsuwać się w stronę zbocza (krocza XD) górka nie wydawała się taka duża więc zacisnął zęby i zaczął się staczać w dół
*żałosne*- pomyślał ninja rozpędzając się coraz bardziej.
Drow przyjrzał się uważniej całej tej sytuacji, odnalezienia prawdziwego Rikimaru może nie być takie łatwe biorąc pod uwagę że nie wiadomo gdzie się teraz podziewa… może już dawno zadziobały go pingwiny albo zamelały łosie…
- bez zwoju jesteśmy bezużyteczni – stwierdził Neldor gdy właśnie jego oczą ukazał się jakiś mężczyzna spadający ze zbocza naprzeciwko.
Nyan spojżała w stronę, w którą teraz poatrzył drow. Wybiegła z jakini, lecz czując przeraźliwi chłód wróciłam na miejsce.
- Ninja nam się odnalazł... - odburknęła wesoło. Wciąż zastanawiała się co stało się ze zwojem i jak mogli do tego dopuścić. Odnalezienie jednak "reszty drużyny" poprawiło jej humor.
- Nie wiem jak wy, ale ja nie będę latała półnago po śniegu..
Rikimaru nie czuł się zbyt dobrze
Może to nie był taki dobry pomysł* pomyślał ninja tocząc się w wielkiej kuli śniegu na zmianę widząc białą ziemie i błękitne niebo. Po chwili zauważył jakąś ciemną plamę, nie był w stanie powiedzieć co to ale spróbował skierować się w tamtą stronę.
- On toczy się prosto na nas!- wykrzyknął Nel pokazując palcem wielką białą kulę zmierzającą w ich kierunku. Nagle jego oczy rozbłysły a nekromanta rozpoczął inkantacje. Gdy skończył pare metrów przed rozpędzoną lawiną z Rikimaru w środku wyrosla wielka betonowa ściana.
- To powinno go zatrzymać – powiedział elf wyraźnie dumny z siebie.
Nyan spoglądała z uwaga na zaistniałą sytuacje. Zaśmiała sie glosno, widzac betonowa ścianę i wyobrażając sobie dalszy rozwoj wydarzen.
- Rikii... - chciała skończyć, jednak w jaskini rozległo się wielkie BUM.
Sinrael zauważył że nagle na jego drodze pojawiła sie jakaś przeszkoda
*to mnie nie powstrzyma... kimkolwiek jesteś* pomyślał Rikimaru i skręcił kulę tak aby jej srodek a zarazme on był poza krawedzia muru. Ninja zamknął oczy, Kula waląc z impetem z mur rozbiła się ale on sam z dużą prędkościa przeleciał obok muru i wylądował prosto w twardej kamiennej ścianę.
*tego nie przewidziałem* pomyślał ninja czując jak krew spływa mu na oczy, kątem oka zobaczył ze w jaskini stoją tego towarzysze a wśród nich Neldor z złowrogim uśmiechem
*niech cię szaa...* CZłowiek zemdlał niemogoąc dokończyć zdania.
Halandar pokiwał głową z politowaniem. Podszedł do Rikimaru i pomógł mu wstać.
- Piękne wejście. – stwierdził.
- Jedna ściana a tyle radości… - szepnął drow – myśle że jesteś nam winien wyjaśnienia sinraelu… - dodał po chwili
Kapłanka wciąż siedziała w kącie z uwagą spoglądając na towarzyszy...
- Macie zapałki? - powiedziała cicho, jakby bojąc się, że ktoś ją zauważy.
Halandar po chwili stania z ciężarem zorientował się, że ów ciężar się nie rusza. Przyłożył dwa razy nieprzytomnemu Sinraelowi z plaskacza. Kiedy i to nie pomogło, wyją z torby łajno nietoperza i ulepił z niego kulkę, następnie wpychając ją do dziurki od nosa ninji.
Nel z mieszaniną emocji spoglądał na towarzyszy, po chwili podał Nyan duzy patyk który przedtem podpalił.
- ogrzej się kapłanko, niedługo wyruszamy. Dziewczyna cofneła się natychmiast.
-ZWARIOWAŁES IDIOTO? - szybko wyciągneła ręke przed siebie i ugasiła płomien.
- Ehhh... - mruknął kapłan. Zluzował uścisk i pozwolił budzącemu się ciału ześlizgnąć się z powrotem w śnieg. Pogmerał znowu w torbie i podał Nyan na wpół pełną paczkę zapałek.
- Tylko używaj ich z namysłem. - dodał.
- Przecież żartowałam... - powiedziała z obawą, gdy Halandar podsunął jej paczke.
- Boję sią ognia... - szepneła sama do siebie, jakby chcąc uświadomić ciszę jaskini..
- Aha... - odparł półsmok. Schował z powrotem zapałki i znowu zaczął czegoś szukać. Po chwili wyciągnął małą buteleczkę z czymś, co na 100% musiało być alkoholem.
- To ogrzewa, ale nie parzy. - uśmiechnął się. Pokiwała wesoło głową. Po wspadce z Sinss, była chętna do sięgania po trunki... Spojrzała się z rozbawieniem na Rikimaru, jakby chciała mu coś wspomnieć - przyłożyła gwint do ust.
- te-te-te..raz, to idziemy panowie~!
- To nie było takie mocne... o ile pamiętam... nie było mocne... - zamyślił się
- ...sto lat temu... eee... no tak. Ninja czuł się dziwnie krew sciekała mu na twarz. Wyciągnął ręke w stronę twarzy i poczuł coś dziwnego w nosie, smierdziało i to berdzo. Leżał tak przez chwilę z ręka na twarzy zrozumiał co to jest. Wyrywając „to” z nosa odskoczył do tyłu i ponownie uderzył głową w strop, rzycając to łajno na bok złapał sie za głowe i powiedział
- nie rob tak wiecej... prosze- i ponownie osunął się na ziemie.

...Dzięki Neldor Rikimaru, Nyan i Halandar puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)


Zaravagi biegł w stronę chatki rozbójników pod swą normalna postacią. Od kiedy zostawił Tego Rikimaru związanego Siłami Morgula w lesie czuł się raczej nie pewnie, to uczucie zwiększyło się podczas walki z tą niezniszczalną bestią, w tedy łotrzyk był już gotowy uciekać ale przypomniał sobie o zapłacie za dobrze wykonane zadanie. Teraz wszystko jak najbardziej grało, Miał wszystkie ważne przedmioty w tym także zwój elfiej kapłanki.
Chatka rozbójników była już dla niego otwarta a po obu stronach drzwi stały dwa zwaliste minotaury. Zaravagi stoczył się ze śnieżnej skarpy wprost w sam środek drzwi gdzie Morgul wraz z bratem i niejakim OGELEM SOWIE OKO(tak wiem xD) knuli plany podboju świata.
- Masz to o co cię prosiliśmy? – zapytał Sigmolimus.
- Tak klecho – Powiedziawszy to głupkowatym tonem mężczyzna wysypał przedmioty z worka na na stół. Oczy koziołków rozjaśniły się w blasku uznania, lecz to była jedynie krótka chwila aprobaty.
- Dobrze wykonałeś robotę, możesz już iść! – wycharczał Morgul. Zaravagi zrobił wielkie oczy.
- jakto…? A moja zapłata?
- Masz trzy sekundy… raz. – Oczy Morgula pałały chęcią mordu.
- A moje tysiąc sztuk…- łotrzyk wydawał się kłębkiem nerwów na wielkiej szachownicy morgula.
-trzy!- łapa koziołaka zatopiła się w brzuchu mężczyzny który martwy osuwał się właśnie na ziemię. Ostatnia rzeczą jaką słyszał człowiek był chrapowaty śmiech Ogela sowie oko.
- Wrócmy do naszych łupów- powiedział Sigmolimus oglądając drąg Halandara.
Morgul zaś podszedł od razu do zwoju, chwycił go w swe łapy i rozłożył.
- długo na to czekałem – powiedział przeglądając pradawne pisma.
Mijały długie chwile, Władca wczytywał się w opis kamienia który był mu potrzebny do otwarcia świątyni. Nagle Koziołak wybuchnął gniewem i walnął swą potężną ręką w stół.
- Co mi po opisie kamienia?! Ja chce wiedzieć gdzie on jest!- Wyryczał gniewnym głosem. Nagle jego uwagę przykół nakrapiany szafirami sztylet dziewczyny, który spadł ze stołu gdy ten w niego walnął. Morgul spojrzał na największy szafir w sztylecie Nyan Poczym zerknął na opis kamienia istnienia… Nagle wybuchnął śmiechem, śmiechem tak złowrogim że nic nie mogło się równać złowrogością z jego zaprawdę złowrogim śmiechem zniszczenia. Jak pisano w zwoju mając kamień istnienia mógł wezwać świątynię na plan materialny.
- Na co jeszcze czekamy? – spytał Sigmolimus wyraźnie podniecony całym wydarzeniem.
- Na nic braciszku, na nic – Po tych słowach ze zwojem i sztyletem w dłoniach wyszli z chatki a za nimi kroczył po cichu Ogel sowie oko.(xD)

...Dzięki Morul puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)


Szli tak w piątkę przez dłuższy czas szlakiem górskim. Prowadzeni przez Rikimaru który wydawał się jakiś inny nie wiedział gdzie zmierzają. Neldor od czasu do czasu zastanawiał się po co porzucili Faelara ale w końcu to nie on był kapłanem i nie znał się na tym. Po prawej miał Halandara po lewej Nyan a nad nim lewitowała nieprzytomna Sari…
- Daleko jeszcze ? – mruknął pod nosem drow na co Sinrael jedynie pokręcił głową.
Kapłan rozejżał się. On także zwrócił uwagę na dziwne zachowanie ninja. Co chwila zmieniali kierunek drogi.
- Nie wiem. - odparł. Nagle za nimi rozległ się dziki ryk. Halandar spojrzał pytająco na nekromantę.
- Czyżby stara przyjaźń ? – roześmiał się czarodziej czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Lecz Rikimaru zdawał się nie przejmować jedynie przyśpieszył kroku w stronę widocznej już groty skalnej niemal całkowicie zasypanej śniegiem.
*Coś jest nie tak... ta jaskinia... nie podoba mi się...* Kapłan Pelora przesłał wiadomość telepatyczną do Neldora. Jego wzrok niespokojnie wędrował po całym otoczeniu. Czym bliżej byli jaskini, tym bardziej można było wyczuć zło wiszące w powietrzu.
Neldor miał mieszane uczucia co do tego, zbliżali się coraz bliżej jaskini, lecz ryki dochodziły ich od tyłu. Drow rzucił krótkie zaklęcie aby przejrzeć wnętrze groty. Wydawała się ona małym schowkiem, wszędzie pełno stalaktytow i stalagnitów, lecz samo pomieszczenie ledwo pomieściło by ich piątkę, nie było mowy o żadnej pułapce
- pożyjemy zobaczymy – powiedział drow i przyśpieszył kroku.
Rah biegł przez las, podążając tropem przyjaciół Faelara. Ciało, którym zawładną z początku nie było najwygodniejsze, ale udało mu się "dostosować" je do jego własnych potrzeb. Miecz leciał za nim, przecinając napotkane przeszkody. Monstuum sunęło przez las z niezwykłą prędkością. Nagle między drzewami ujrzał jakąś grupkę. *Mam was...* pomyślał, obnażając swoje zęby. Tatułaże na jego skórze zaczęły świecić mocnym blaskiem, a on sam wykonał gigantyczny skok prosto na ramiona Neldora.
Drow był z początku zaskoczony, lecz potem szybko wziął się w garść i wzleciał w powietrze tuż przed zderzeniem, nawet rikimaru przystanął aby dołączyć do walki.
- Czas na zemstę! - rykną oszalały potwór. Halandar zamachną się na niego drągiem, lecz jego cios został bez trudu sparowany latającym dookoła bestii mieczem.
- Chol***! – krzyknął
Neldor uniósł jedną brew, rzeczywiście był zdziwiony mocą bestii, lecz wiedział jak na początek osłabić jej moc.
- Kalh’zando – krzyknął wyrzucając dłoń wprost na miecz tym samym zdejmując z niego potężną magie i sprawiając że legł na śniegu niczym zwyczajna klinga.
Teraz nekromanta szykował się do tradycyjnego ciśnięcia w monstrum kulą ognia.
- Ładne zaklęcie zdrajco! - wrzasną i wycelował palec w stronę kapłana - Jak to było? Klah'zandi!
Nagle Halandar znikną. A raczej szybko się przemieścił, gdyż po chwili znalazł się pod złamanym drzewem. Bestia zaśmiała się złowrogo.
Rikimaru zaszarżował celując kataną w serce bestii ale ta odtrąciła mężczyznę zmutowaną łapą tak mocno że wkrótce leżał jeszcze dalej od halandara.
- Sprytna bestyjka – rzekł elf głosem który wprost ociekał sarkazmem.
Poleciała kula ognia, jednakże uśmiech nie znikał z twarzy „Faelara” zaklęcie zmieniło swuj tor tuż przed napastnikiem zmierzając wprost na nekromante. Ten z kolei robiąc wielkie oczy skoczył najdalej jak potrafił w śnieg tym samym przerywając własne zaklęcie lewitacji.
- Chyba nigdy nie zrozumiem, jak można było się zadawać z takimi bezbronymi zwierzątkami! - miecz znowu poderwał się ku górze, a jego ostrze zaczęło co raz szybciej wirować. Śnieg poderwał się do góry odsłaniając leżącego nekromantę.
- Pchła! - wrzasnęła pestia i skoczyła w górę po miecz, po czym natychmiast opadła tuż obok Neldora.
Drow potrzebował czasu, Bestia była zbyt blisko. *myśl! Myśl!* wrzeszczał jego umysł. Wtem nagle z jednego z zaśnieżonych dębów przyszedł ratunek. W tym przypadku ratunek miał wielki zielono czarny odwłok, osiem odnóży i paszcze ociekającą jadem. Maurycy wylądował na plecach potwora zatapiając swe mordercze kły w jego karku.
- świetnie! – rzekł Neldor podrywając się na nogi i zaczynając inkantację. „Faelar” w końcu z rykiem zrzucił Pająka z grzbietu ciskając nim na 10 metrów akurat aby ujrzeć promień który zmierza w jego kierunku. Zaklęcie trafiło w bestie przeszywając ją niewyobrażalnym bólem i tym samym zwalając z nóg.
Rah przetoczył się po ziemi. Halandar sądził, że został pokonany, ale po chwili zorientował się, że coś jest nie tak. Ryk bólu, jaki wydawała z siebie bestia powili cichł, a samo monstruum toczyło sie i toczyło i toczyło... aż zniknęło między drzewami nie ryczac z bólu, ale ze śmiechu.
- A niech to... - sapną kapłan i zamkną oczy, pozwalając sobie na mały odpoczynek. Kawałek od niego, głęboko w śniegu leżał miecz Faelara..
- A niech to – powtórzył cichym głosem Nel. A jak się zorientował był ktoś kto już zerwał się na nogi po ciężkiej walce. – Idziecie ? – Zapytał wyczekująco Rikimaru kierując się w stronę jaskini.
Halandar niechętnie otworzył oczy i poniósł się z pod drzewa. Wziął Sari na ręce i poszedł na Rikimaru.
Niecałe 5min później byli już na miejscu, przytulna jaskinia czyniła nie najgorsze schronienie przed zbliżającą się rychło nocą…
- ściemnia się… - rzekł drow patrząc na kapłana.
- Kto na czaty? - zapytał i dodał szybko - Na mnie nie patrzcie... musze... odpocząć - po tych słowach ziewnął przeciągle i zasnął.
- Ja stanę na warcie – rzekł rikimaru nikt wyraźniej nie protestował, wkrótce zapadła już noc a Neldor zamknął swe oczy, ostatnim widokiem jaki widział był księżyc w pełni…




... Dziewczynę obudził nieprzyjemny chłód. Leniwie otworzyła oczy rozglądając się dookoła. Pustka. W ciszy, jaka panowała w jaskinii słyszała tylko swój płytki oddech.
- Neldorze? Falearze? Sarii..? Rikimaru?
- Rii? Maru? - Tylko echo, które niewyraźnym głosem odbijało się od lodowatych ścian. Dopiero teraz zauważyla towarzyszy... Wśród nich nie było jednak Rikimaru. A zwoje? Ulotniły się razem z byłym kochankiem (o mój Boże xD). Nieukrywając zdenerwowania i przerażenia szybko szturchnęła Halandara...
- Zginiemy.
Neldor obudził się rano… wstał ze swego kamiennego kącika który służył mu za łóżko, rozciągnął się. Słońce stało już wysoko na horyzoncie. Nyan leżała koło Sari, Halama osobno… a Rikimaru,… no właśnie, gdzie do diabła był rikimaru ? Nagle Drowa olśnił sięgnął wgłąb swego płaszcza… nie miał na sobie płaszcza, nie miał płaszcza ani laski, ani sztyletu! Halandar leżał bez swego drąga a Nyan Bez zwoju, sztylet z jej pasa także zniknął…
*dobrze ze przynajmniej pas zostawił* pomyślał.
- Morgul… - szepnął nekromanta – co zrobiłeś z prawdziwym Rikimaru koziołku? – Tym jak zrozumiał elf będzie musiał zająć się później, bo teraz pora aby wyjaśnić to dziwne zjawisko pozostałym…

...Dzięki Nyan, Neldor, Halandar, zmutowany Faelar (xD) puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (3)



Półelf podniósł głowę ze śniegu. Jego ubranie było całe zmarznięte, przez co przypominało dość niewygodną, twardą zbroję. Rozejrzał się dookoła i stwierdził, że nikogo nie ma.
*Zostawili Cię* szepnęło mu coś z poziomu podświadomości.
- Nieprawda - mrukną i poniósł się na łokcie. Wiał chłodny, silny wiatr i ślady w śniegu były już ledwo widoczne.
*Nie potrzebują Cię* usłyszał.
- Zostaw mnie w spokoju! - wrzasną pieśniarz i wstał na nogi. Odmroziło mu się prawe ucho i nos. Był cały zziębnięty, a ten przeklęty głos denerwował go co raz bardziej.
*Ja Cię nie zostawię!* głos był tak głośny, że aż nie do zniesienia *To oni Cię zostawili! Ja Ci pomogę!* Nagle prawa dłoń Faelara podniosła się i wezwała miecz. *Razem wymierzymy sprawiedliwość! Razem dokonamy należnej Nam zemsty!!!* Półelf z przerażeniem patrzył, jak traci panowanie nad swoim ciałem. Zmieniał się powoli w ducha uwięzionego w ciele. Ale nie było to jego ciało. Już nie...
Jego ręce, nogi i ciało wyciągnęły się, a mięśnie na jego ciele powiększyły się dwukrotnie. Skóra nabrała ciemnej barwy.
- Razem dokonamy zemsty! - wrzasnęło monstrum, po czym wydało z siebie przeraźliwy wrzask konającego stada minotaurów. Chwilę później w miejscu, gdzie jeszcze chwilę wcześniej leżał Faelar Amalith, pieśniarz klingi, pozostały tylko strzępy jego niedawnej odzieży i plecak...

...Dzięki Faelar puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)


- Znakomicie… - rzekł Neldor stojąc nad okropną scenerią ludzkich ciał poszatkowanych bądź poprzybijanych do drzew. Uwagę drowa przykuła szczególnie pewna kobieta nabita na gałąź na jakimś 10m drzewie, nie miała nogi.
- Jak ten Faelar to zrobił? – nekromanta pokiwał głową, po chwili uznał że czas wziąć się do roboty, wyrzucił ręce do przodu poczym wypowiedział słowa skomplikowanej inkantacji. Kiedy skończył, martwe ciała zaczęły wstawać powoli z ziemi jako martwe zombi powstałe jedynie po to aby spełniać rozkazy swego pana. Kobieta nabita na gałąź zaczęła się miotać przez co spadała z drzewa .
- A teraz bezużyteczne potwory rozejść mi się po lesie i w razie jakichś niechcianych obcych informować mnie! – po tych słowach neldor wypowiedział słowa zaklęcia zniknął w kłębie dymu pojawiając się w obozie, pojawiając się akurat aby zobaczyć wychodzącego powolnym krokiem z lasu rikimaru. Wpierw elf chciał wyjść na przód aby go powitać ale wyczuł w nim coś dziwnego, usiadł i czekał.
Po chwili człowiek zbliżył się i oznajmił wszystkim że najlepiej będzie się schronić w jaskini nie opodal.
- więc w drogę szepnął czarodziej wstając z kamienia.

...Dzięki Neldor puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)


- Coś jest nie tak! - krzyknęła nagle odwracając się w stronę, gdzie stali towarzyszę. W tej samej chwili ujżała Faleara, po chwili przed oczami pojawiła jej się mglista postać. Nie czekając wstała szybko i podbiegła do reszty.
- Coś jest nie... - nie dokończyła. Może się myliła?

/oj napiszę coś później -.-

...Dzięki Nyan puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)

Ninja szybko przeskakiwał z zaspy na zaspę pędząc przed siebie, w oddali zobaczył zarys lasu.
*to dobre miejsce na schronienie, powiadomię reszte*- pomyślał Sinrael. Kiedy się odwrócił zobaczył jakąś mglistą postać stała kilka metrów od niego odwrócona plecami. Zdziwiony ninja wyciągnął katane i zaczął podchodzić do postaci. Kiedy był już na wyciągnięcie ręki zakapturzona postać odwróciła się. Rikimaru w głębi kaptura ujrzał... nic. W środku nie było nic, pustka. Zakłopotany Sinrael odsunął się krok i wycelował katanę w strone tajemniczego osobnika.
*to może być jakiś podstęp Morgula*- Obaj stali tak przez chwile aż ninja zdecydował się lekko dzgnąć "żywy płaszcz". W tym momęncie w miejscu dotknięcia płaszcz jakby zrobił unik rozszerzając się, po chwili to coś zaczeło całę się rozszerzać i otaczać Rikimaru. Ninja próbował wyskoczyć z pułapki ale kawałek płaszcza złapał go za noge i zaczął pochłaniać. Momentalnie cały był juz w "środku". Nic nie widział, nic nie słyszał i nic nie czuł. Nie wiedział ile już czasu jest w tym stanię, zaczął tracić swiadomość. Czuł że mdleje, na końcu widział światło i padł bezwładnie na ziemię...

...Dzięki Rikimaru puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)


Halandar chciał przyklęknąć obok przyjaciela, ucznia i zarazem towarzysza, ale jakaś moc nie pozwalało mu na to. Przez chwilę sądził, że to jego umysł odmawia mu zbliżenia się do Faelara, lecz po chwili poją, że półelf został przeklęty. Od stóp, do głów. Przez mięśnie i kości przesiąkło zło, które teraz się ukrywało. Pelor, a zarazem dobro opuściło jego ciało. Był niczym więcej niż półkrwi elfem opętanym przez demona. Demon czaił się w jego umyśle i czekał, aż nadejdzie odpowiednia chwila... po czym rozbudzał w pieśniarzu rządzę mordu i pragnienie krwi... jej widoku, ciepła, smaku...
Półsmok wzdrygną się i zrobił parę kroków do tyłu.
- Niech ktoś mu pomoże... – powiedział cicho, a jednocześnie na tyle głośno, że wszyscy obecni z pewnością go usłyszeli. Spojrzał na ślady krwi i dostrzegł obok wgłębienia w śniegu. *Neldor...* pomyślał i ruszył w ślad za nim...

...Dzięki Halandar puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)


Zdziwiony neldor spojrzał na rozszalałego Kyle w postaci wilkołaka, szczerze mówiąc nawet nie próbował powstrzymać go gdy znikał w mrokach górskiego lasu… Potem Faelar wybiegł ze swoim mieczem i zniknął w tym samym miejscu co zabójca, a za nim wszyscy rozbójnicy.
- Banda głupców… - szepnął sam do siebie czarodziej i wrócił szybko do swego poprzedniego zajęcia czyli wertowania ksiąg. Czas dłużył się i dłużył a cała drużyna z niecierpliwością wyczekiwała Faelara, Neldorowi tak się nudziło że już chciał zaproponować Halamie krótką partyjkę savy, ale mimo wszystko się powstrzymał.
Wreszcie ujrzał wyłaniającą się z za krzaków postać, zakrwawiony pieśniarz klingi sunął po smaganym lekkimi powiewami mroźnego wiatru śniegu. Z rękawów ciekła mu krew a miecz zmienił barwę na kolor głębokiej rany. Z początku drow myślał że Faelar przyciągnie za sobą wilkołaka ale gdy tylko go zobaczył podejrzewał co się stało. W Menzobaranzan często dokonywano zbiorowych i niezwykle brutalnych aktów Mordu, wszyscy którzy zostali natchnieni tym „darem” zawsze wyglądali tak samo… wyglądali dokładnie tak jak teraz Faelar.
- Czyżby dosięgnęła cię klątwa Erytnula przyjacielu? – zapytał sam siebie Drow spoglądając na przewracającego się w zaspę śnieżną półelfa. Wtedy właśnie przyszła mu do głowy pewna myśl… Faelar zapewne zabił tych wszystkich ludzi zostawiając ich zmasakrowane trupy za jakąś porośniętą zimowymi chwastami górką… a co dawało większą moc nekromancie niż zmasakrowane trupy?... może nie zmasakrowane trupy ale to w tej chwili było nieistotne.
Powolnym krokiem nie rzucając się w oczy Neldor ruszył za śladami krwi na śniegu pozostawionymi przez pieśniarza klingi…

...Dzięki Neldor puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)



Gdy Fael spostrzegł wyłaniających się z lasu rozbójników, poprosił Halandara, aby poszedł do reszty towarzyszy i zaopiekował się nimi. Sam wezwał do dłoni leżący parę metrów dalej miecz. Spojrzał na twarze rozbójników i nagle odczytał na nich zdziwienie. Po chwili przeleciał nad nim mocno porośnięty futerkiem Kyle, który rozszarpał jednego z nich i ruszył w głąb lasu:
*Żegnaj chłopie... niech Ci się wiedzie...* - pomyślał poczym przeszedł między sparaliżowanymi strachem rzezimieszkami. Kiedy znalazł się między nimi, a lasem, z którego wyszli, zawołał:
- Może jednak w końcu któryś z was mnie złapie... zaczynam się nudzić – powiedział z nutą niedbałości i pogardy w głosie – Wasi rodzice też mieli takie problemy? – zaśmiał się, odwrócił i niespiesznym krokiem ruszył w stronę lasu. Przeszedł zaledwie parę metrów, gdy usłyszał odgłosy pogoni. Nagle w jego oczach zapłoną ogień. Wbiegł do lasu i kiedy tylko był pewien, że złodzieje są daleko i że mimo wszystko nadal go gonią, upadł na ziemię. Złapał się za głowę i krzykną z bólu i rozpaczy.
-PELORZE, CZEMUŚ MNIE OPUŚCIŁ!! – z oczu zaczęły mu płynąć łzy. Usłyszał głos *Bo przeklęty zostałeś na wieki...*.
Nagle półelf przestał krzyczeć, opuścił ręce – miał zamknięte oczy – i wstał. Odgłosy pościgu były już bardzo głośne i pomiędzy drzewami widać było biegnących. Faelar odwrócił się w ich stronę i kiedy pierwszy rozbójnik dotarł do niego, otworzył oczy. Były krwisto-czerwone, a czarne źrenice miały 1cm średnicy. Jego usta wykrzywił szalony grymas i nim złodziej zdążył zareagować, miecz rozciął mu brzuch z którego wypłynęły wnętrzności. Szalony uśmiech na twarzy półelfa jeszcze bardziej się poszerzył, gdy krople cudzej krwi pojawiły się na jego twarzy. Ruszył naprzeciw rozbójnikom...

* * *


Po dwóch godzinach Faelar przemoczony krwią wrócił do obozu. Jego twarz wyrażała nadludzki spokój. Z rękawów i miecza kapała krew. Staną przed Halandarem i powiedział:
- Zgrzeszyłem...
I upadł...

...Dzięki Faelar puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)


Gdy Kyle zobaczył wybiegających z lasu ludzi jakby coś go tknęło, miał ochotę rzucicie się na nich i gołymi rękoma wyrwać jednemu z nich serce i pożreć je niczym dzikie i okrutne zwierze. Wiedział że nie jest już sobą, wiedział że nadciąga kolejna z tych niezwykle bolesnych zmian w bestie. Drow nie mógł się jeszcze pogodzić z tym że jest Likantropem, przed oczami przeleciały mu wydarzenia które zdarzyły się tamtej nocy, kiedy to walczyli z wilkołakami a jeden z nich zatopił w nim swe ostre niczym brzytwa kły.
Zabójca czół jak jego grzbiet porasta futrem, nie chciał atakować swych towarzyszy, tak czy inaczej wyrządził im już wystarczająco wiele szkód. Kyle zerwał się do biegu, mimo iż głęboki śnieg i dotkliwy mróz powinny go spowalniać, elf nie dawał żadnego znaku że tak jest naprawdę. Nagle stał się jeszcze szybszy a jego dłonie i twarz porosły gęstym białym futrem, pazury stały się długie i ostre. *Dlaczego dzieje się to teraz? Dlaczego, przecież nawet nie ma nocy* -Nie było czasu na pytania, może tak jak przyroda wariowała tak samo i on… Drow zerwał się do skoku, przeleciał nad dwoma zbójnikami i lądując z impetem zatopił swe kły i pazury w piersi mężczyzny, ten natychmiast zwalił się na ziemię w kałuży własnej krwi, ale żył.
Kyle, nie przejmował się już więcej rozstępującymi się przed nim wieśniakami, w oczach każdego z tych głupców widać było strach i przerażenie. Ale Wilkołak nie zawracał już sobie tym głowy, biegł i biegł przez gęsty, górski i spowity mrozem las. Nie wiedział gdzie biegnie ale zdawał sobie sprawę że już nigdy nie wróci…

...Dzięki Kyle puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)


Neldor rozsiadł się na kamieniu i zaczął wertować swoją księgę magii. Sari leżała pod kamieniem na którym siedział teraz Nel, wyglądała jakby śniło jej się coś głupiego a z ust ciekła jej ślina. Nekromanta starał się nie skupiać na widoku śliniącej się dziewczyny, po prostu czytał, zapamiętywał i jeszcze więcej czytał. Elfa już od jakiegoś czasu dręczyło uczucie że jego przygoda coraz prędzej zmierza ku końcowi.
Nagle z za zaśnieżonych drzew dało się usłyszeć ludzkie głosy i buty szybko stąpające po śniegu. Drow powoli zamknął swój Akusz zwoi i zaklęć poczym wstał otrzepując się ze śniegu. Po chwili widać już było dziesiątki ludzkich postaci wyłaniających się z krańca lasu przy którym stali wyznawcy Pelora.
- A to klops – szepnął Neldor rzucając na siebie pierwsze zaklęcia ochronne.

...Dzięki Neldor puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)



Usiadła tuż przy zapadlisku, tak by jej nogi zwusały ku ziemi. Wpatrzona w niebo, tylko czasem patrzyła kontem oka na portal z którego co jakis czas wylaniala sie znana postać. Usmiechneła się lekko widząc spotkanie wyznawców Pelora, ktorzy wydawali się rownież spoglądać na nią.
Sinrael czuł się jak by przechodził przez suchą wodę, Kiedy wyszedł po drugiej stronie pszeszedł kilka kroków i rozejrzał się wokół. Chiwile poźniej wszedł Neldor i Sari. Ninja schował katanę i kunaie a następnie otrzelpał się z kurzu i pylu.
Kaplanka rzucila okiem na towarzyszy a widzac, ze wszyscy sa na miejscu sprobowala sie podniesc. Nim jednak wstala zdazyla stracic rownowage. Czuła, że minie jeszcze dużo czasu nim ból minie, a atmosfera między nią a wybrańcami rozluźni się.Byli w wysokich górach, padał śnieg i było zimno nie było sensu rozstawiać tu obozu. Powinni ruszać i znaleść schronienię. Sinrael spojrzał kątem oka na Nyan i zoczaczył jak się przewrac. Powoli podszedł do niej i usiadł na skraju obok mnie. Po chwili zapytał patrząc w dal
- Jak się czujesz?
Przez chwilę milczała patrząc przed siebie.
- Okropnie - powiedziala krotko swoim cieplym glosem (?), a jej wzrok zatrzymal się gdzies w dole. Odruchowo pocierała dłon o dłoń. Dziwił ją fakt, że tylko ona wydawała się odczuwać tak mocno doskwierające tu zimno. Moze rzeczywiscie jest za delikatna? Teraz o tym nie myslala...Sinrael uśmiechnął się lekko i powidział
- Niedługo musimy iść poszukać shronienia... Zresztą jakby co to niedługo wrócę- Po tych słowach wstał i zaczął iść w stronę... Gór [XD] Po chwili podskoczył lekko do góry zawisł w powietrzu i jakby się rozpłynął w powietrzu.
- Niedlugo? -zapytala, jednak Ninja chyba nieuslyszal. Dziewczyna odsunela sie od krawedzi i spojzala na odchodzące Sinraela, nastepnie na Kapłanów Pelora. Sięgneła do torby, z której wyjeła bukłak z płynem, pozostawionym kiedys przez Ssins. Wzieła łyk.

...Dzięki Nyan i Rikimaru puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)


- Jeże !– Wykrzyknął po raz setny Morgul
- Borsuki ! – Nalegał Sigmolimus
- Jeże !
- Borsuki !
To Morgul jednak zauważył pierwszy że rozmowa zeszła z tematu, koziołak wstał ze swego Tronu z kości mamuta i wskazał balkon. Oboje weszli na niego przyglądając się górą.
- Oni już są gdzieś tam – rzekł Sigmolimus
- Potrzebujemy tego zwoju braciszku, wiesz o tym
- Potrzebujemy kamienia, nie zwoju
- Dostaniemy kamień, kiedy dostaniemy zwój
- Więc go sobie weźmy, braciszku, szybko i boleśnie. – Koziołki weszły z powrotem do prywatnego pokoju Lorda zwierzoludzi.
- Zaravagi, możesz wejść. – Odezwał się gospodarz a po jego słowach z cienia wyszła zakapturzona postać… człowieka.
– wiesz jakie jest twoje zadanie?
- Oczywiście, zabrać zwój i jak najwięcej magicznego oręża… za to mi płacisz – mężczyzna miał długie blond włosy wystające z kaptura oraz dwa długie miecze.
- Postaraj się ich nie pozabijać, są nam potrzebni człowieku – powiedział Sigmolimus ze znudzeniem w głosie – Jeśli jesteś już gotowy mogę cię tam przenieść.
- Oczywiście, ale chciałem powiedzieć jeszcze jedno, z tego co donoszą moi szpiedzy rozbójnicy z tamtych terenów jest tam tylko jeden z tych waszych „wybrańców”
Mina Morgula zmieniła się w grymas złości.
- Nie jesteś tu od myślenia człowieku ale od działania ! Jeśli jeszcze ich tam nie ma to niedługo będą ! ruszaj już ! – Po tych słowach Morgul jednym ruchem dłoni otworzył Portal. Zaravagi ukłonił się jedynie… i w niego wszedł.
Wszystko idzie zgodnie z planem – Powiedział Sigmolimus. Potem zapanowała chwila ciszy która skończyła się krzykiem gospodarza twierdzy – Jeże !

...Dzięki Morgul puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)


- Na Loth – wysapał Neldor wypadając z zamykającego się portalu. Uderzył plecami o ziemie spadając na twardy górzysty grunt, leżał twarzą w trawie i śniegu. Gdy się podniósł ujrzał na lewo deszcze ognia i meteoryty oraz lasy i bagna daleko, daleko na dole. A zaś po prawej dało się ujrzeć pola, i lasy usiane w wielkie ale to wielkie drzewa.
Drow odstawił powoli Sari na ziemię i upewnił się że wszyscy są cali i zdrowi.
Po chwili ujrzał Maurycego ukrytego na koronie jednego z drzew.
- Faelar… - rzekł do półelfa stojącego niedaleko – przydałaby nam się twoja mrugająca chatka…

...Dzięki Neldor puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)



Haladnar postawił dziewczynę na nogi i rozejrzał się. Niedaleko ujrzał znajomą sylwetkę półelfa, który pomachał w ich stronę i nagle nie stąd ni z owad zerwał się do biegu. Chwilę później był już przy Kapłanie.
- Witaj – wysapał – Co jej się stało? – zapytał szczerze zmartwiony.
- Nie pytaj...
Pieśniarz spojrzał na dziewczynę. Dobrze było znów Ją widzieć... i całą resztę... Nie mógł oderwać od Niej wzroku. Po chwili wyszeptał.
- Bogowie rozpoczęli wojnę...

...Dzięki Faelar i Halandar puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)

Zmierzała przed siebie, raz po raz spoglądając na Leshere. Zwierze wydawało się rozdrażnione, mimo, że nie było świadkeim zajścia między Nyan a Neldorem.
- Coś jest nie tak.
- Na Bogów... - powiedziała do siebie, gdy przed oczami pojawiły się płonące kule. Wszystko działo się nazbyt szybko, by mogła cokolwiek zrobić. Z trudem utrzymywała się na nogach. Po chwili poczuła jak ktoś odrywa ją od ziemi i niewiedząc kiedy wkracza do portalu.
- ZOSTAW MNIE! - Krzykneła szamocząc się i wyrywając z mocnego uścisku. Niezastanawiając się długo wyjęła sztylet i przyłozyła mu go do gardła. Do jej złotych oczu ponownie napłyneły łzy. W końcu poczuła grunt pod nogami...
- Zostaw mnie. - powtórzyła przecierając dłonią oczy. Następnie odwróciła się na pięcie... Wokół niej rozciągał się obraz snieżnych szczytów.
- Leshere, widzisz to? Już nie długo będzie po wszystkim - Nagle poczuła ulgę. Mimo tego co się dzieje w ich grupie, mają szansę zakończyć wyprawę. *Masz mu to za złe?! Że ty mu zaufałaś a on cię zdradził?! Przynajmniej wiesz komu ufać...* - słowa te tłumiło szybkie bicie serca, głośny oddech. Była zmęczona i obolała, gdyż nieskończone zaklęcie Pół Smoka, nie było w stanie złagodzić cierpienia jakiego doznała.
- Nie powinnaś jeszcze chodzić, zaklęcie było naprawdę silne. - Westchneła Leshere, gdy dziewczyne uklękneła próbując ukoić nieprzyjemne gorąco w piersi...

[ notka, jak notka. Nie wiem co napisac x3]

...Dzięki Nyan puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)


*Półgłówek* - pomyślał Neldor przykucnąwszy na gałęzi wysokiego drzewa. Jego głowa była skryta pod kapturem ale i to nie chroniło go przed wilgocią… deszcz wzmagał się coraz bardziej. Nekromanta wyjął z za płaszcza kostur i wypowiadając słowa zaklęcia stworzył przed sobą mały portal w którym ujrzał postać Faelara pijącego herbatę.
*Półgłówek*- słowa mimowolnie przychodziły mu do głowy, Neldor skupił się chcąc przekazać wiadomość pieśniarzowi klingi.
- Faelar… słyszysz mnie?
Półelf usłyszał w głowie głos drowa. Wziął jeszcze łyk i odpowiedział:
- Co tak długo? - po chwili dodał - z resztą... nie ważne. Wszyscy są cali?
Elf zawahał się przez chwilę poczym dodał cichym głosem.
- Nie wiem… - drow wolał zboczyć z tego tematu – Podobno ktoś cię goni… a ty pijesz sobie herbatę…. ?
- Na razie mam chwile wolnego czasu. Szukają w głębi lasu... - nagle za jego plecami rozległy się krzyki - I chyba spotkali giganty. Gdzie jesteście?... i czy masz możliwość sprowadzenia mnie do Was?
-Nie… raczej nie…. Ale mógłbym sprowadzić resztę do ciebie… przy odrobinie szczęścia oczywiście – Gdzieś w pobliżu grzmotnęło a Neldor tracąc równowagę spadł z drzewa prosto w błoto… Przeklinając drow powoli się podniósł i zauważył że portal został zerwany.
- cholera – wymamrotał i zaczął się trzepać.
- Neldor? Neldor! - zawołał w myślach. - No cóż... - mrukną. Kiedyś mu sie uda.
Usłyszał pod sobą głos jednego z rzezimieszków.
- TU JEST! - wydarł się na całe gardło, które chwile później zalała krew. Pieśniarz delikatnie staną na ziemi i ruszył w stronę przeciwną, niż znajdowali się Jego towarzysze.
Sinerael siedział na drzewie. Nie wiedział dlaczego Nyan się go boi ale chyba będzie lepiej gdy będzie myślała że go tutaj nie ma.
Ninja obserwował też Neldora, kiedy Nekromanta spadł z drzewa Chikara uśmiechnął się ponuro i wolno skoczył na drzewo na którym stał Neldor.
Nekromanta spojrzał na popis mężczyzny po czym samemu wszedł na gałąź wyżej i opierając się o konar znów zaczął czarować – kiedy skończył koło jego pojawił się Maurycy trzepocząc nerwowo odnóżami usadowił się koło swego pana
- zaprowadź go w jakieś bezpieczne miejsce – mówiąc to dotknął pająka dłonią i wypowiedział kolejne zaklęcie posyłając Chowańca przez plan astralny w stronę Faelara.
Poczym zszedł na gałąź niżej koło Rikimaru i mało się przy tym nie poślizgnął gdyż gałąź była mokra od deszczu który wciąż padał.
- Mamy tydzień, trzeba się streszczać, mogę nas przenieść na szczyty tych gór… - powiedział po chwili niezręcznej ciszy.
-Ale co z Nyan? W walce z Morgulem na razie się nie przyda... Mamy ją zostawić?- Zapytał niepewnie Ninja.
- Weźmiemy ją ze sobą, Halandar ją poniesie – Znów zagrzmiało – Morgul zapewne będzie chciał nam przeszkodzić, nie wiem jakim cudem przeżył… to nie ma sensu. – Neldor zdjął kaptur z głowy. Chciał poczuć ukłucia deszczu i mrowienie wiatru. – byłoby mi łatwiej gdybym wiedział gdzie zmierzamy, dlaczego nie może nam tego po prostu powiedzieć ?! – jego głos z szeptu przeszedł prawie że w krzyk.
-Hmmm, więc wyruszymy jutro rano- Rikimaru spojrzał w górę a krople deszczu spadały mu na twarz.
- A teraz, powinniśmy znaleźć jakieś schronienie
Halama w tym czasie wyramolił się z wody, wysuszył szybkim machaniem skrzydeł i ubrał się. Po chwili ruszył w stronę drowa i ninja.
- Mieliście jakiś kontakt z Faelarem? - spytam.
*Półgłówek* - pomyślał Neldor uśmiechając się
- Zobaczysz się z nim jutro –mówiąc to przesłał telepatyczną wiadomość Rikimaru – muszę wiedzieć gdzie znajduje się świątynia… dasz radę wydusić to z… niej do jutra ?
-Zobaczymy...- Nagle stało się coś dziwnego deszcz który przed chwilą był zimny zaczął robić się letni a wręcz ciepły. Ninja wyciągnął ręke przed siebie a spojrzał zdziwiony na Neldora.
I nagle drow uwierzył we wszystko co mówiła kapłanka…
- widzicie te krople na górze ?- zapytał wskazując palcem na ogniste kuleczki spadające z nieba – To nie są krople… to ogień ! – nekromanta zobaczył że zamiast grzmienia słychać było grzmoty. I w tedy na horyzoncie pojawił się wielki meteoryt, potem dwa i cztery…
- zaczęło się – wyszeptał.
Półsmok podleciał do Nyan i zasłonił ją skrzydłami. Ogniste kuleczki odbijały się od jego łusek pozostawiając małe zagłębienia. Gdy dojrzał meteory jedynym, co mógł zrobić, była tylko modlitwa.
Ognista kropla uderzyła w jego piwavi podpalając je. Neldor był tak spanikowany że zapomniał słów zaklęcia chroniącego przed żywiołami, pośpiesznie zrzucił swój płaszcz na ziemię. Słońce paliło jego oczy jak nigdy dotąd, było mu strasznie gorąco.
- Sari! - krzyknął i telekinezą skrył dziewczynę pod drzewem. Gdzieś w pobliżu spadł meteoryt zrzucając drowa z drzewa.
- osłaniajcie mnie ! – krzyknął poczym począł rzucać skomplikowaną inkantację mającą na celu stworzenie portalu.
Sinrael stanął przed Neldorem i zaczął wykonywać różne gesty. W końcu złożył ręce i skupiając całą swoją chakrę w kłebie dymu pojawiło się kilkanaście jego klonów. Kilka z nich pobiegło w stronę Sari i starało się ją chronić a reszta została przy Neldorze tworząc mur. Sam Sinrael skoczył w kierunku Halamy i Nyan
-Lepiej rzuć jakieś czary! Ja się nią zajme- Ninja wyjął katanę, kunaie i stanął plecami do elfki. Wielkie meteoryty były coraz bliżej.
*Lepiej żeby Neldor się pośpieszy...ł*
Neldor mówił i ruszał palcami najszybciej jak potrafił w końcu z jego ust wydobył się krzyk w stronę Halamy
- Potrzebuje krwi smoka aby dokończyć zaklęcie !
Halama tylko skiną głowa i sięgną do torby wyjmując z niej fiolkę. *Wybacz ojcze* pomyślał i rzucił fiolkę w stronę nekromanty. Teraz mógł skupić się na zaklęciu. Jego dłonie zaczęły poruszać się tak szybko, że ich obraz zamazał się tworząc wieką, niewyraźną kulę, którą cisną w powietrze. Niewysoko nad nimi pojawiła się chmura deszczowa, która wchłaniała większość ognistego deszczu.
- To powstrzyma cześć deszczu, ale co do meteorów nie mamy na co liczyć... niedługo chmura wyparuje...
Neldor nie miał czasu aby słuchać bełkotu Halandara. Pośpiesznie zrzucił fiolkę na ziemię w miejsce w którym miał powstać portal, zdeptał cenną fiolkę butem wylewając krew na ziemię splunął na nią poczym zrzucił własną fiolkę z gównem nietoperza i rozgniótł ją butem.
- Powstań ! - krzyknął a po jego słowach w miejscu komponętów wyrosła wielka pozawymiarowa brama prowadząca w miejsce pobytu Faelra.
- szybko ! nie utrzyma się długo !
Halama wziął Nyan na ręce i przebiegł szybko przez portal.
Sinrael z truden bronił się przed lecącymi kulkami. jego ubranie lekko się tliło a on był poparzony. Widząc że pół smok zabiera Nyan odetchnął i skoczył w stronę portalu.
Kyle przebiegł następny potem Sissin. Meteoryty się zbilrzały, Neldor chciał już wskoczyć w portal zamykając go ale ztedy go to uderzyło – Sari ! – krzyknął biegnąc w stronę drzewa, chwycił dziewczynę w dłonie i zaczął biec z nią w stronę bramy która zaczęła się już zmniejszać, kuleczki paliły go w biegu a wielki meteor się zblzał. Drow wzbił się w powietrze i w ostatniej chwili zniknął w portalu.

...Dzięki Halandar, rikimaru, Neldor, Faelar i wiele wiele innych. puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)

Halama podniósł się i ruszył w stronę nieprzytomnej Nyan. Mijając Neldora mrukną tylko:
- Lepiej zapanuj nad sobą, bo jak tak dalej pójdzie pozabijasz wszystkich i zostaniesz sam, a sam do celu nie dotrzesz. Półsmok sięgnął do torby i wyją z niej kilka ziół oraz flakonik z niebieską substancją. Po namyśle odłożył zioła i otworzył delikatnie usta elfki, wlewając doń eliksir. Chwilę później dziewczyna obudziła się, czując w ustach nie przyjemny gorzkawy smak. Widząc Halame gwałtownie podniosła Sie lecz po chwili znów opadła na ziemie... Bol wciąż nie Mijal, a krople deszczu nie pozwalały zapomnieć o bolu. Czuła jak cierpnął jej koniczyny, a ciało drzy od zimna... [jednym słowem gowno daje ten twój eliksir xDDD]. (Mial tylko ocucić xP) Teraz, kiedy dziewczyna odzyskała przytomność, Kapłan mógł zajać się właściwą częścią leczenia. Uniósł swoje dłonie zaledwie pare centymetrów nad ciało Nyan, po czym zaczął coś mruczeć pod nosem. Jego dłonie oplótł złoty blask, który powoli przelewał się na ciało kapłanki. Kapłanka zwróciła przerażone oczy w bok, szukając wzrokiem Drowa. Nie wiedziala, czy może ufac Halamie. Panika ogarnęła ja pod każdym wzgledm... Kapłan urwał, po czym widząc przerażony wzrok dziewczyny powiedział tylko.
- Odpoczywaj... musisz odzyskac pełnie sił. Wtedy ruszymy dalej. Nyan skuliła się tylko, czując jak ból ustępuje. [uraz do konca zycia drogi neldorze...] Gdzieś wokół brzmiały głosy Wybrańców, które z trudem przebijały sie przez strugi deszczu. Zmarznięta od zimnych kropel ocierała krwiste łzy. Sinrael patrzył na to wszystko z oddali stał oparty ramieniem o drzewo. Halandar wstał i niespiesznym krokiem podszedł do Ninja.
- Miej ją na oku. - powiedział - Jak by coś się działo, daj znać. Będę w pobliżu... - po czym oddalił się niewielki kawałek w głąb lasu.
-ale...- zrezygnowany patrzył jak pół smok oddala się w stronę lasu podobnie jak Neldor przed chwila. Rikimaru popatrzył w niebo i powoli podszedł do najbliższego Nyan drzewa (XD) a następnie usiadł opierając się o nie jak to zazwyczaj robił. Dziewczyna widząc idącego ku niej ninje cofnęła Sie gwałtownie a nieczujac sie na silach by wstać poprostu odsunęła sie.
- Zostawcie mnie... - powiedziała szeptem.
- Nie chciałam...
Sinrael patrzył jak Nyan panicznie probóję się odsunąć, po chwili spuścił głowę i patrzył jak krople deszczu padają na ziemię. Kapłanka pocierała dłonie o siebie, próbując dodatkowo okryć się czymś [xD] Co chwile rzucała ukradkowe spojrzenie to na Rikimaru to na leżącą gdzieś niedaleko Sari. Wszyscy wydawali się być zupełnie nieprzyjęci tym co się stało, co tylko wzmożyło jej nieufność i starach. *Przecież... ja nic nie zrobiłam... Elistrae, zabierz mnie sta... ja chyba nie chce umrzeć..* [o boze, jakie to glupie. zero romantyzmu o 00:25)
Ninja przypomniał sobie jeszcze raz co powiedział Neldor a potem spojrzał na Nyan. Sinrael powoli wstał, odwrócił się i zaczął iść przed siebie po chwili stanął, odwrócił głowe i spojrzał kapłankę a następnie zniknął w cieniu. Zostawiona sama sobie podniosła sie i na chwiejnych nogach, okryta zostawionym przez kogoś plaszczem ruszyla przed siebie. Postanowila przemyśleć to wszystko. Poczawszy od zachowania neldora a skonczywszy na jej obeznosci w śród 'Wybrańców'... Halandar doszedł do niewielkiego jeziorka, nad którym pozwolił sobie przysiąść. Zaczą rozmyślać. Nagle usłyszał jakieś urywki słów w swojej głowie. "Fael... giganty... rozbójnicy... Neldor..." Niewiele zrozumiał, lecz wystarczająco, aby zrozumieć, że drow olał sprawę. A zresztą - pomyślał kapłan - co ja teraz mogę? Obmył twarz wodą z jeziora, po czym zdjął ubranie i szybkim susłem wskoczył do środka. Woda była co prawda chłodna, ale nie robiło to dla niego większej różnicy.


...Dzięki Nyan, Rikimaru i oczywiście nie zabraknie też Halamy puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)


Rikimaru siedział oparty o drzewo i patrzył się w bezkresny horyzont. Co jakiś czas rozglądał się patrząc to na góry, to na niebo. W końcu kiedy spojrzał na swoich towarzyszy zobaczył kłócących się Nyan i Neldora. Co jakiś czas Neldor i Nyan patrzyli na niego a potem wracali do rozmowy. Na początku Ninja zignorował to ale kiedy dyskusja przybrała ostrzejszy ton Sinrael utkwił wzrok w tej parze. W końcu doszło do rękoczynów. Ninja był zmęczony i nie był gotowy na coś takiego. Kiedy Elfka upadła ranna na ziemię Rikimaru wstał lekko ospale i jednym skokiem wylądował tuż obok.
- To ty zrobiłeś?!- spytał lekko przerażony patrząc na dziewczynę.
Neldor wyjął swoją magiczną laskę z za płaszcza poczym przygotował sobie parę zaklęć na końcu języka...
- To jej wina! – wykrzyknął w jego stronę obawiając się ze zaraz jakiś latający kostur półsmoka uderzy go w głowę.
W tym momencie Rikimaru zacisnął dłoń w pięść i podniósł głowę patrząc na Nekromantę ale po chwili schylił się i delikatnie podniósł Nyan
-Jak to się stało?- powidział starając się zachować spokój i idąc jednocześnie w stornę Halandara.
*Półgłówek* - Pomyślał nie spuszczając wzroku z Sinraela.
- Rzuciła się na mnie ? Nie widziałeś ? ja jej jedynie oddałem !Ninja nie umiał czytać w myślach ale widział że Neldor coś kręci. Deszcz lał coraz mocniej, zaczeły robić się coraz większe kałuże a teren robił się lekko podmokły. Sinrael położył dziewczynę na ziemi i zdjął swój płaszcz z kapturem a następnie polożył go na ziemi w miarę suchym miejscu. przeniusł elfke i przykrył ją.
-Halandar!- krzyknął głośno. -Halandar...- powtórzył cicho Neldor.
*Z resztą sobie poradzę ale ten ma nadmiar heroizmu we krwi*. Nekromanta przybrał przerażoną minę i krzyknął
-Halandar! Ty tu jesteś kapłanem czy mi się wydaje! Ulecz ją zanim będzie za póżno!- Sinrael padł na kolana obok elfki i spojrzał jakby z wyrzutem na niebo że akurat teraz zaczeło padać. Widząc że kapłan podszedł do Nyan wstał powoli i powiedział
-Zajmij się nią- Odwrócił się i patrząc przez ramię na dziewczynę przeszedł obok Neldora pociągnając go za ramię w swoim kierunkuNeldor dał się poprowadzić Rikimaru
*Byle dalej od Halamy* pomyślał w duchu
-Czego chcesz?- zapytał niespokojnym głosem po czym utkwił wzrok w ziemi.
- Dlaczego jej to zrobiłeś?- powiedział cicho. Drow spojrzał w oczy Ninja i rzekł (Pancernik przypomina, rodzic zapina! XD)
- Tak naprawdę to ty wyrządziłeś jej więcej cierpienia ode mnie... chociaż nie odezwałeś się ani słowem-. Sinreal zmieszany odwrócił wzrok i przyomniał sobie to co się stało. Nekromanta odwrócił się i odchodząc powoli znkał w cieniu. Człowiek lekko wyciągnoł ręke w jego stronę ale cofnął ją po chwili. Sinrael patrzył jak Neldor odchodzi a następnie powoli się odwrócił i spojrzał na Halandara lczącego Nyan. Myślał o tym co powiedział Neldor
*Może i ma rację...*


...Dzięki Neldor i Rikimaru puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)


Neldor patrzył na Nyan obłąkanym wzrokiem, już chciał coś powiedzieć kiedy usłyszał w głowie znajomy głos pewnego pieśniarza klingi. Słysząc desperacką historię Faelara nie mógł zrobić nic innego jak tylko… jej zignorować. *A żebyś zdechł głupcze* - pomyślał - *nie będę marnować moich zaklęć na przesyłanie ci wiadomości*. Zrobił jak mu umysł podpowiadał, ale stosowne by było powiadomić resztę drużyny o wielkim „Powrocie” ucznia Halamy, tak więc opanowując chęć poderżnięcia gardła kapłance mrocznej panny rzekł do niej od niechcenia – Faelar żyje, goni go para gigantów i grupa rzezimieszków… - głos nekromanty znów przeszedł w bełkot szaleńca – dlaczego ten półelf jeszcze żyje?! Ja nawet gdym chciał nie potrafiłbym sciągnąć na siebie tyle kłopotów w ciągu 15 min !
Elfka spojżała na niego z podirytowaniem.
- Strasznie plujesz, jak się denerwujesz - zaśmiała się głośno, chcąc rozładować napięcie. Wiedziała, że w ten sposób nekromanta zapomni o naszej "Czarnej Owcy" i zajmie się jej osobą.
Po chwili wyciągneła arkusze papieru...
-Zapomniałam dodać, ze bez tego nie idziemy dalej... A już rozgryłam całośc... - uśmiechneła się zawadiacko do Drowa, wiedząc, że doścmocno zależy mu na dojście do celu.
Neldor przeklął się w duchu że wyruszył w tą podróż z drużyną takich półgłówków poczym poprawiając swój czarny kołnierz i prostując się nadmiernie rzekł – Droga Nyan, rozumiem że masz nadmierne poczucie własnej wartości ale powiadam ci że jeśli ten „bezcenny” zwój zostanie w twoich rękach zgubisz go w pierwszej lepszej kałuży. Nie sądzisz że rozsądniej by było oddać go mi i usunąć się w cień ? – na twarzy czarodzieja zawidniał drwiący uśmieszek.
Dogryzliwa uwaga dała elfce do zrozumienia, jak bardzo zależy mu na zakończeniu podróży. Jednak rozmowa toczyła się w imponującej atmosferze, co tylko podsycało ogień tłoczony w kapłance.
- Oh, ostatnim razem twoje chęci zmusiły nas do walki z koziołakami i walczeniu przeciw wam - W tym momencie wskazała nieznacznie na Rikimaru, który wydawał się niezainteresowany ich sprzeczką.
- Pozwolisz, ze ja bede kierować naszą grupą, bo to właśnie mi powierzono zwoje i to właśnie ja zginęłam z rąk morgula... z waszej winy - znów jej wzrok utkwił w postaci Rikimaru. Tym razem upłynęła dłuższa chwila nim powrotem spojrzała w oczy nekromancie.
Neldor zauważył wzrok Nyan spoczywający na Rikimaru i uśmiechnął się w duchu. - Moja droga Nyan, to nie ja dałem się zabić. Trzeba było wyjawić swą małą tajemnice! A jak nie Borgulowi to może nam ?! Idziemy i idziemy a nawet nie wiemy gdzie ! – Neldor rozejrzał się po pozostałych zgromadzonych a jego wzrok utkwił na chwile na Rikimaru… - Masz mu to za złe?! – Drow znów spojrzał w oczy kapłance – że ty mu zaufałaś a on cię zdradził ?! – chciał zobaczyć łzy w oczach elfki…
I je zobaczył. Dziewczyna w duchu poczuła ogromną urazę zarówno do wypowiedzianych łów jak i do samej siebie.
Uniosła dłoń, jednak ta zatrzymała się tuż przed twarzą Drowa. Poczuła dreszcz i cierpnięcie.
Nekromanta uśmiechnął się szeroko to do Nyan to do Rikimaru poczym rzekł. - Serce nie sługa. Przynajmniej wiesz komu możesz ufać a komu nie…
- Oby nikt nie próbował poderżnąć ci garła... - odszczekneła przez zęby. Czuła się jak dziecko, któremu wszystko się zakazuje.
- Puść mnie. - warkneła, domyślając się ze jej reka została zatrzymana przez jedno z zaklęć kapłana...
- Uważaj na swych najbliższych bo i tobie ktoś może poderżnąć gardło w nocy. – Płynnym ruchem ręki czarodziej odepchnął Nyan na parę metrów w tył pozbawiając ją tym samym równowagi, poczym odwrócił się do pozostałych mówiąc – Pora ruszać w drogę moi kochani – po tych słowach lewitując wstąpił na górską ścieżkę…
Spojżała na drowa. W jej oczach nie było litości ani pogardy, tliła się po prostu gorycz.
- Idzcie, i tak nigdzie nie dojdziecie - szpnela niby sama do siebie 'obsuwając się' z nog, plecami opierajac o skalna sciane.
Czarodziej odwrócił się w stronę dziewczyny. - Sami nie. – po tych słowach wezwał moc Telekinezy aby wyciągnąć zwój z jej dłoni…
Dziewczyna szybko szarpnela za zwoj, w panice szeptajac zaklecie. Drow runął na ziemie.
- Zmarnowałbyś kolejne godziny na odczytanie tego. Zachowujesz się jak dziecko..
Neldor przeklął się w duchu że nie ubezpieczył się na takie sytuacje.W pobliżu zaczęło grzmieć a deszcze polał się strumieniem. Elf wstał poczym wznosząc swą dłoń podniósł kapłankę z ziemi na wysokość trzech metrów… miał ochotę wyrzucić ją w jakiś przesmyk ale stłumił pragnienie poczym rzekł wzniosłym tonem - Jesteś ze mną czy przeciwko mnie ?! – ubezpieczając się na interwencję pozostałych wybrańców wzniósł wokoło niewidzialną barierę energii *Sforsowanie jej zajmie trochę czasu* - pomyślał poczym wzniósł kapłankę jeszcze wyżej.
Dziewczyna z przerazeniem poczula jak traci wladze nad rękoma i unosi się ku górze. Zwoje zniknęły gdy tylko skończyła wymawiac kolejne zaklęcie.
- To ja o to powinnam się ciebie zapytać. Tylko ty tutaj dażysz mnie tak ogromną nienawiścią i traktujesz jak zwierze. - Pelne przerazenia zrenice zwezyly sie w poplochu. Mówiła jednak spokojnie, a słysząc bicie swojego serca - szybkie i głośne, próbowała stłumić gniew i strach..
Drow zaczął się zastanawiać czy rzeczywiście aż tak bardzo nie nawiedził tej elfki… o dziwo odkrył że nie czuł nienawiści do kapłanki ale raczej do jej bóstwa… - Trudno ci tańczyć w powietrzu ? – zapytał nie spuszczając Nyan na ziemię.
Dziewczyna uniosła głowę. W milczeniu utkwiła wzrok w jego źrenicach.
- Podejdź bliżej... boisz się? - powiedziała cicho, tak by nikt nie słyszał.
- Może ta agresja to zazdrość? A może strach przede mną? - mówiła płytko, cicho, z ironią w oczach. Gdyby tylko podszedł bliżej...
Duma wzięła górę nad rozsądkiem.Gdzieś w pobliżu błyskawica grzmotnęła o ziemię.Wypowiadając słowa zaklęcia, Neldor wyrzucił w powietrze garstkę sproszkowanego włosia Rothe (tak wiem improwizuje xD). – A teraz wij się z bólu – powiedział gdy kula negatywnej energii pomknęła w stronę kapłanki. Drow puścił dziewczynę powodując że zaczęła gwałtownie spadać wprost na pędzący pocisk.
Jęknęła z bólu, czując jak zaklęcie rozrywała jej klatkę piersiową.
- Elis... - brakło jej tchu. Upadła na ziemie, na policzkach pojawiły się krwisto czerwone łzy...
- Boi.. sz si..ę? - pytała w myslach. Krzyknęła. Wrzask był na tyle głośny by usłyszeć go brzez bariere stworzoną przez Nekromante.
- PRZESTAŃ... b..b..błag..
Neldor zaślepiony gniewem zbliżył się o krok… poczym dotarło do niego co tu przed chwilą zaszło… - Ja… ja Niechciałem ja… - drow wiedział że będzie miał kłopoty… podbiegł do dziewczyny wiedząc że jest bezradny wobec obrażeń jakie jej zadał. Uspokoił się odzyskując dumę… tłumiąc strach. – Pokaż czy twoja bogini cokolwiek potrafi… - powiedział niepewnym głosem
- Błag.. bła... - powtarzała w myślach. Panika nie pozwalała trzeźwo myśleć.
- Błagam... - szeptała patrząc elfowi w oczy. Jedna z dłoni chwyciła za materiał jego ubrania, drugą zaś wbiła mocno w ziemie. Nie słyszała co mówi do niej. Nie wiedziała co robić. Nie była w stanie wypowiedzieć zaklęcia, skupić się. Rozległ się kolejny krzyk.
- Elist... - próbowała zapomniec o bólu, prosić o pomoc.
Elf przyklęknął koło elfki dotykając dłonią jej czoła, jego dłonie trzęsły się. Neldor bał się… sam w to nie wierzył. Strach oznaczał słabość a słabość oznaczała śmierć, przynajmniej tak go uczono. - O.. otrząśnij się ! Sły.. słyszysz mnie ?!
Medalik zawieszony na jej szyi zabłysł nieznacznie a kapłanka zemdlała. Właśnie wtedy poczuła ulgę. Dłonie uwolniły uścisk, skulone ciało rozluźniło się. Podświadomie dziękowała Boginii, podświadomie wciąż się bała.
*Dojdzie do siebie * - pomyślał poczym odwrócił się w stronę pozostałych… albo będzie musiał wymyślić pare wymówek… albo pare niezłych zaklęć ofensywnych…


...Dzięki Nyan i Neldor puste karty historii zostały zapisane...
skomentuj (0)





|Lay by Angaste© |